nawigacja główna

strona główna co na rower po mieście jaki rower co zabrać napisz do mnie wycieczki wycieczki - wstęp przez Czechy - wstęp dla każdego szkolna Janowice Wielkie - Miedzianka dla wytrwałych Bory Dolnośląskie Bory Dolnośląskie II »Bory Dolnośląskie III« Czechy - Broumov GPS dla oka, dla ducha GPS Izery - deszczowo dla bardzo wytrwałych Pec - Špindlerûv Mlýn GPS Petrovka

10.2010 rok
Znaczek, napis GPS informuje o pliku do ściągnięcia na urządzenia obsługujące nawigacje. Więcej ...

Turystyka rowerowa w Jeleniej Górze i Okolicach - Dla Aktywnych

» Bory Dolnośląskie wycieczka dwudniowa «

Pociągiem do Węglińca - Rowerem - Stary Węgliniec - Zielonka - Stojanów - Polana - Gozdnica - Lipna - Wymiarki - Witoszyn - Czyżówek - Iłowa - Czerna - Łozy nocleg - Rudawice - Małomice - Polkowiczki - Szprotawa - Szlak Rowerowy im. Geopperta - Buczek -Równiną Nadbobrzańską przez - Trzebień Mały - Parkoszów - Golnice - Małe Golnice - Krępnica - Bolesławice - Bolesławiec - pociąg do Jeleniej Góry.

mapa bory 3zoom
profil bory 3zoom

Bory Dolnośląskie 3-4.05.2010 roku. Po raz kolejny, ale już ostatni. Im częściej udaję się w ten region, tym więcej nowego odkrywam. Wybieram inne okolice, czasami stykające się z wcześniej poznanymi, które są obecnie trudne do rozpoznania.

Wyjazd zaplanowałem na majowy „długi” weekend. Dwa lub trzy dni - w zależności od pogody i trasy. Chciałem jechać z kimś, kto nie będzie marudzić, że piasek, że rower trzeba pchać. Z doświadczenia wiem, że ciężko znaleźć kogoś takiego. Jaka była moja radość z chęci towarzyszenia mi przez córkę Emilię. Już wcześniej pokonywaliśmy karkonoskie wzniesienia, co wymagało od niej sporego wysiłku fizycznego, ale przede wszystkim silnej psychiki.

Wyjazd zaplanowany na sobotę i niedzielę musiałem przełożyć ze względu na konieczność uczestnictwa w majowej wycieczce rowerowej organizowanej przez Pałac w Wojanowie. Towarzyszyła mi córka, traktując to jako rozgrzewkę przed wypadem w Bory Dolnośląskie; 65 km to dobry rozruch.

Jedyne, co mnie martwiło to deszczowa pogoda, nie zanosiło się na to, że przez kolejne dni będzie lepiej. Wgląd w pogodę (Internet): zachmurzenie z okresowymi opadami deszczu. Tak na marginesie: słońce i upał byłyby gorsze. Zachmurzenie, lekkie opady i temperatura około 15 stopni pozwala uniknąć latającego robactwa (komarów, muszek).

Szykując rowery przed niedzielną rozgrzewką urwałem śrubę od swojego roweru regulującą siodełko, śruby mocujące bagażnik w drugim rowerze także odmówiły posłuszeństwa. To wszystko zdarzyło się w godzinach wieczornych. Niedziela, oprócz rozruchu na rowerze, upłynęła na poszukiwaniu odpowiednich śrub. Udało się! Panie Mietku – dziękuję!

Wyjazd w Bory Dolnośląskie zaplanowałem, jak zawsze, pociągiem z Jeleniej Góry do Węglińca. Potem już tylko rowerem, powrót uzależniony jest od warunków pogodowych, rowerem lub pociągiem z … do Jeleniej Góry.

Poprzednie problemy nawigacyjne spowodowały, że do kolejnego wyjazdu chciałem dobrze się przygotować. Brak map lub ich niedokładność powoduje, że jeśli chcemy zobaczyć ciekawe miejsca, poruszać się nie tylko drogami od miejscowości do miejscowości, zboczyć z nich i popedałować w terenach leśnych, to będziemy mieli problem. Wyznaczone ścieżki rowerowe lub piesze okazują się często nieaktualne. Zagubienie się nie jest problemem, zawsze gdzieś wyjedziemy, jeśli wcześniej panika nas nie zje. Stracony czas jest jednak bezcenny. Kilka miesięcy wcześniej postanowiłem zakupić kompas i nauczyć się z niego korzystać - również z mapą. Poszukałem map, które mógłbym wykorzystać do swojego GPS. Mamy oczywiście Google Erth, problem jest w tym, że nie otrzymamy informacji o nawierzchni ścieżki, po której przyjdzie nam jechać. Tereny leśne, gęste słabo są widoczne na zdjęciach satelitarnych.
Udało się! Po próbie z mapami na GPS, wyznaczyłem trasę i z niecierpliwością czekałem na wyjazd.

W poniedziałek rano 3 maja 2010 roku pogoda w Jeleniej Górze nie była obiecująca - padało. Pobudka o 4.30; „Taka pogoda a wy jedziecie.” - słychać było głosy pozostałych domowników spod kołdry, no i te stracone seriale – oj, tu już moja złośliwość. Nam nawet przez chwilkę nie przychodzi do głowy rezygnacja z wycieczki. W deszczu, pustymi ulicami dojeżdżamy do dworca. W Węglińcu pada. Jedyny plus to brak wiatru. Częste pytania o samopoczucie mojej pociechy chyba ją trochę zdenerwowały, bo jak automat odpowiadała – „dobrze”. Musiałem jakoś ją udobruchać i w pierwszym napotkanym sklepie kupiłem Snikersy. No cóż, nie trzeba robić testów DNA, po ilości zjedzonych batonów nietrudno stwierdzić, że para cyklistów jest ze sobą spokrewniona.

Pierwszy odcinek to Węgliniec – Polana. Z każdym kilometrem przejechanego lasu zaczyna nam się podobać. Może to miejsce, gdzie bobry pokazały swoje zdolności, może to żaby kumkające głośno, a może nie kończące się wrzosowiska i jagodowiska oraz zmieniający się drzewostan leśny spowodowały, że zapominamy o deszczu, który sporadycznie już tylko nas moczy. Wzmianka o wieczornym ognisku dodaje córce zapału.

Mżawka nie odpuszcza, wyciąganie mapy bez ochronnej koszulki grozi jej zniszczeniem. Ten odcinek trasy sprawił mi kiedyś mnóstwo kłopotów nawigacyjnych - patrz opis „Bory Dolnośląskie II”. Tym razem mapy nie musiałem wyciągać, dojazd do krzyżówki, zerknięcie na GPS i wiem, którędy jechać. Przygotowania nie poszły na marne, wgrane ślady spisywały się znakomicie, jeśli nawet zmieniliśmy trasę, której nie miałem w GPS, już po chwili wracaliśmy na nią. Jedynym problemem jest brak dokładnych map papierowych, z których dane można wykorzystać do GPS. Napotkany wędkarz informuje nas o drzewach ściętych przez bobry. To co zobaczyliśmy, przeszło nasze oczekiwania. Zaliczamy jeden ślepy szlak, prowadzi on do mostu kolejowego. Po nim zostały tylko skrajne podpory, pod nim kilka torów kolejowych i strome zbocza. Mamy szczęście - powrót „kosztuje” nas około 500m.

Mkniemy zerkając od czasu na ekranik GPS, wgrana mapa (ślad) idealnie odpowiada rzeczywistości, szkoda tylko, że nawierzchnia, po której jedziemy nie należy do przyjemności. Zerkam na córkę i widzę a nawet słyszę, że ma dosyć piasku, walczy jednak dzielnie. Prowadzimy też rozmowy np.: dlaczego się tak męczymy, inni oglądają seriale, grają na komputerze. Ciekawe, ilu nastolatków dałoby radę zmierzyć się z leśnymi duktami i piaszczystymi drogami…? Widoki leśne rekompensują nam pchanie roweru. Nagle ścieżka piaszczysta zmienia się w leśną twardszą, jazda staje się więc przyjemniejsza. Przy okazji sprawdzam nowe umiejętności związane z obsługą kompasu.

Nie chcę nikogo urazić, nie spotkacie tu miłośników „górali”, bo nie mogą popisać się swoimi strojami, nie ma też karkołomnych zjazdów i podjazdów. Ileż to razy na bardziej uczęszczanych szlakach musiałem uważać, żeby miłośnik dwóch kółek nie zahaczył o mnie. Wierzę, że takie miejsca jak Bory, ze względu na specyfikę terenu, będą odwiedzane przez prawdziwych turystów. Oboje odczuwamy skutki pchania roweru po piachu. Postanawiamy, że w Gozdnicy będzie nasz dłuższy odpoczynek i tym razem spróbujemy kanapek (nie samym Snikersem żyje rowerzysta). Jest 3 maja, choć autor nie uznaje zakupów w święta, odwiedza jednak po drodze małe sklepiki. My szukamy jakiegoś pieczywa. Kiełbaskę na ognisko kupiliśmy na początku wyprawy. Zjazd z drogi, rozłożona karimata i po przejechaniu 49km mamy nasz dłuższy odpoczynek. Wcinamy kanapki, do jutra nie umrzemy z głodu, ale z czym te kiełbaski jeść będziemy. Kilometr za kilometrem, sklepik za sklepikiem i nic.

W Wymiarkach w jednym ze sklepów wita nas przesympatyczna pani. Pieczywa jednak brak - nawet przed, przed, przedwczorajszego. Decydujemy się na placki ryżowe i cienkie chrupkie pieczywo. Trudno wyobrazić sobie smak tego z połączeniem kiełbaski z ogniska. Słoneczko przebija się przez chmury i od dłuższego już czasu towarzyszy nam w podróży. W Iłowie na ławeczce, tej samej, na której siedziałem ostatnio, planujemy dalszą trasę. Mamy do wyboru jazdę do Kowalic lub do Czernej. Po krótkiej naradzie postanawiamy: Czerna.

GPS spisuje się znakomicie, wgrany ślad pasuje idealnie. Proste odcinki pozwalają zapomnieć o czymś takim jak GPS i tylko rozwidlenie dróg zmusza nas do zerknięcia na ekranik w celu obrania właściwego kursu. Ze względu na porę dnia, skracamy wyznaczoną trasę, jednak w innym miejscu wydłużamy ją zasięgając opinii u miejscowych, czy ścieżka przez las jest ciekawa i nie piaszczysta. Mamy dość na dzisiaj piasku. Mapa mapą, nic nie stoi na przeszkodzie zapytać miejscowych o ciekawe miejsca na naszej trasie.

Pamiętam, jak ostatnim razem jechałem z Iłowej do Czernej i zabłądziłem. Postanowiłem wtedy dotrzeć drogami leśnymi, udało mi się jednak to po 20km, co zajęło mi 2godz.46min. Teraz dojazd do Czernej zajął nam 4km i 25min. Różnica mówi sama za siebie. Jak spojrzymy na mapę: Czerna (obok Iłowej) – Świętoszów - Żagań to trójkąt wyrysowany przez te miejscowości stanowi zachodnią część Puszczy Żagańskiej. Cały ten obszar (trójkąt) to teren wojskowy (czynne poligony). Południe to autostrada, wschodnia część to droga prowadząca z Żagania do Świętoszowa przez Trzebów - Rudawice - Łozy. Część zachodnia trójkąta to droga od Żagania do Czernej przez Żaganiec.

Najkrótsza droga z Czernej do miejscowości Łozy to przejazd przez poligon, co jest zabronione. Jazda drogą nr 296 jest chyba jeszcze gorsza od poligonu. Miałem okazję pokonać jedno i drugie. Można szukać strefy buforowej, która jest wzdłuż dróg zamykających trójkąt. Nie mamy jednak dokładnych map i jazda w tej strefie graniczy z szaleństwem i cudem. Miejscowi znają skróty. Z uwagą słuchamy wskazówek, jak dojechać do Łoz lub Świętoszowa. Mamy oczywiście wyznaczoną trasę w GPS. Spróbujemy skonfrontować oba warianty. Ruszamy, jednak szybko gubimy trasę wskazaną przez miejscowego. Kierujemy się wgranym śladem. GPS wskazuje idealnie drogę, jednak jej przydatność do jazdy pozostawia wiele do życzenia, szeroka - to prawda, jednak piasek, na który narzekaliśmy na początku dnia, teraz jest jeszcze bardziej uciążliwy. Do tego doszły koleiny 1,5 metrowe wypełnione wodą. Las nie ruszony przez człowieka sprawia wrażenie puszczy, fantastyczne miejsce. Brniemy przez pewien czas w wodzie (rowery po osie), teren coraz trudniejszy.

Nie wiedząc, co nas czeka dalej, postanawiam odbić w prawo i potem wrócić na właściwy kierunek (tu mam na myśli kierunek geograficzny). Z GPS odczytujemy wskazania, co do odległości naszej nowej drogi. Wyszło 558 metrów. Korzystam z mocy kompasu. Nasz prawidłowy kierunek to E 90-110 (powinniśmy dojść do drogi). Jednak wspomniane coraz większe leje z wodą odstraszają nas. Przy najbliższej krzyżówce odbijamy na S 180 i tak idziemy do kolejnego łącznika dróg i nasz kierunek to W 270 (ciekawe, czy ktoś odgadnie, jaki to kierunek do prawidłowego). Jeśli pomyślałeś: „zawracają”, to miałeś rację. I tak do kolejnego styku dróg S 180, przed siebie i powrót na właściwy kierunek, czyli E 90-110. Muszę przyznać znajomość kompasu pomogła w 100%, wracamy na ślad wgrany GPS. Trzymamy się kursu E 90-110 i tak dojeżdżamy do celu.

Dla ciekawskich.

Punkt A - miejsce, gdzie postanawiam, ze względu na nieciekawą drogę, przerwać jazdę na wprost E-90-110.

Odbijamy w prawo S-180. Szukamy łącznika - drogi, która będzie ponownie prowadzić na wcześniej obrany kurs. To punkt B.

Oznaczenie jako 090 i 110 to kierunek z kompasu z punktu A. Mamy dojechać do drogi, którą wyznaczyliśmy na mapie. Kierując się E-90 lub E-110 dojedziemy do drogi. Miejsca jednak będą od siebie oddalone o 863m, to nie problem dla nas.

jpg bory3 kompas

Łozy. Szukamy miejsca na nocleg. Błyskawicznie rozbijamy namiot. Zrzucamy sakwy i przygotowujemy miejsce na ognisko. Mokre drzewo nie pozwala na szybkie rozpalenie ogniska. Walczymy obydwoje i w końcu udaje się. Nie ma nic przyjemniejszego niż wieczorne ognisko po całym dniu pedałowania. Smażymy kiełbaski, zagryzamy plackami ryżowymi i cienkim chrupkim pieczywem. Stwierdzamy, że smakuje wyśmienicie. Dokładamy drewna prowadząc dyskusje na różne tematy, suszymy buty. Oboje jedziemy w obuwiu SPD. Pomału szykujemy się do spania, planujemy jutrzejszy dzień. Postanawiamy jechać przez Świętoszów do Kliczkowa, zwiedzić zamek, bocznymi drogami do Bolesławca i pociągiem do Jeleniej Góry. Przypinamy rowery do drzewa, sakwy wnosimy do namiotu a sami wciskamy się w śpiwory. Córka zasypia szybko, ja mam z tym spory problem. Budzę się po godz. 6. „Potwór Snikersowy” śpi, budzi się po chwili, przewraca oczkami i zasypia dalej. Wstajemy o 7.30 - szybka toaleta (wodę na nią zbieraliśmy wczoraj po drodze, prosząc gospodarzy).

Ruszamy przekonani, że kierunek to Świętoszów, zbliżając się do zabudowań pytam przechodnia, czy to już Świętoszów, pada odpowiedź, że to w przeciwnym kierunku. Sporo śmiechu, ja tak namotałem. Świętoszów zamienił się w Rudawice. Zerkamy na mapę. Postanawiamy jechać do Szprotawy przez Małomice, oczywiście szukamy leśnych skrótów, przez łąki, potem Szlakiem Rowerowym im. Geopperta. Do Małomic wjeżdżamy od strony dworca PKP. W Małomicach spotykamy naszą znajomą rzeczkę o nazwie Bóbr, płynie przecież przez Jelenią Górę. W Szprotawie musimy wymienić klocki hamulcowe. Piasek starł je aż do nitów. W miejscowości Buczek odbijamy od szlaku rowerowego, który kończy się po 1,7km - przy ruchliwej drodze; nigdy więcej. Jedziemy Równiną Nadbobrzańską. Poza nielicznymi wzniesieniami, jedziemy jak po stole . Tu też kończy się wgrany ślad w GPS i korzystamy głównie z kompasu. Kierujemy się idealnie na południe, jeśli droga odbija w innym kierunku, przy kolejnej krzyżówce kierujemy się kompasem. Wystarczy rzut oka i ruszamy. Każdy posiada własny kompas, porównujemy swoje umiejętności. Mamy okazję podziwiać opustoszałe miasto - byłą jednostkę radziecką. Puste osiedla, zdewastowane bloki robią niesamowite wrażenie. Nie spieszymy się, bo jesteśmy przekonani o tym, że nie zdążymy na pociąg. Napotkane wioski liczą sobie niekiedy 5 domów. Zbliżamy się czasami do równoległej drogi nr 297; dobrze, że tylko słuchowo. Brr, jechałem, dziękuję - nigdy więcej. W małych wsiach na przystankach znajdujemy informacje o dniach i godzinach, w których dowożone jest pieczywo. Można zamówić też inne artykuły. Tutaj bez samochodu naprawdę trudno żyć.

20km przed Bolesławcem w naszej głowie rodzi się myśl, że może zdążymy na pociąg. Przyśpieszamy, na ostatnie 10km córka siada na koło i mkniemy z prędkością między 20-25km/h. Wpadamy dosłownie na 1,5min przed odjazdem pociągu. Niemiła niespodzianka: dwa rowery, bilety (normalny i szkolny) to koszt 85zł. Zwala nas z nóg. Kasjerka informuje nas, że za parę minut jest pociąg do Węglińca a tam przesiadka na pociąg do Jeleniej Góry - koszt 35zł, różnica jest znaczna - kupujemy. Pociąg jedzie około 25min zatrzymując się na każdej stacji. W Węglińcu jest podstawiony pociąg do Jeleniej Góry. Koszmarne wagony z wysokimi stopniami, wgramolenie się z rowerem a do tego jeszcze z bagażem wydaje się niemożliwe. Otwieram drzwi a tu konduktor pytający o bilety. Okazało się, że nie możemy jechać tym pociągiem (no, chyba, że kupimy kolejne bilety za ponad 50zł). Ktoś z obsługi dworca informuje nas, że za około 45 min jest pociąg do Jeleniej Góry, szynobus z Zielonej Góry i pojedziemy z biletem, który posiadamy. Próbujemy dokarmiać wędliną dwa dworcowe koty. Podjeżdża szynobus, można do niego wsiąść nie zsiadając z roweru - wraz z bagażem. Dojazd do domu i zostają już tylko (?) wspomnienia.

Jak długo jechałoby się rowerem nad morze - pyta córka w pociągu. Hmm, czyżby spodobało się pedałowanie?

Prezentowane zdjęcia wykonano telefonami komórkowymi.

Do Węglińca w przedziale jedziemy sami. Miasto przywitało nas deszczowo. Las szerokimi szutrowymi drogami.

jpg bory3 1zoom jpg bory3 2zoom jpg bory3 3zoom

Pierwsze oznakowanie szlaków rowerowych.

jpg bory3 4zoom jpg bory3 5zoom jpg bory3 6zoom

Jedna z pierwszych krzyżówek. Co może zrobić bóbr, mogliśmy przekonać się na własne oczy. Ślepa droga, na mapie przebiega szlak rowerowy. Mostu brak, pokonanie trakcji kolejowej praktycznie niemożliwe.

jpg bory3 1zoom jpg bory3 1zoom jpg bory3 1zoom

Niespodzianka, bogata informacja dla rowerzysty. Szkoda tylko, że tak sporadycznie. Drzewo przygotowane do wywiezienia. Każde ma swój numer, prawie każde.

jpg bory3 1zoom jpg bory3 1zoom jpg bory3 1zoom

Pierwszy posiłek. Nie pada i to nas cieszy.

jpg bory3 26zoom

Można spotkać samotne groby. Ten z roku 1945. Zadbany, chwila zadumy z naszej strony.

jpg bory3 13zoom

Raz piaski innym razem szuter, asfalt też mile widziany.

jpg bory3 14zoom jpg bory3 15zoom jpg bory3 16zoom

Oj, zabłądzić można. To nie ślady opon. Jazda niemożliwa, pchanie roweru między wzniesieniami po piasku. Tylko dla twardzieli. Mamy ognisko, nie musimy nawet okładać kamieniami. Mokro ...

Nie zostawiamy żadnych śladów naszego biwakowania. Śmieci, resztki zabieramy do woreczka, śmietnik znajdziecie po drodze.

jpg bory3 17zoom jpg bory3 18zoom jpg bory3 19zoom

Głód dopadł nas bardzo szybko, przydrożne drzewo służy jako wieszak.

I pomyśleć, że kiedyś jechałem drogą dla samochodów nr 297 równoległą do obecnej w kierunku Bolesławca.

Równina Nadbobrzańska, fantastyczna alternatywa dla rowerzysty jadącego w kierunku "porcelanowego grodu".

Przejazd przez opustoszałe miasto po byłej jednostce radzieckiej.

jpg bory3 20zoom jpg bory3 21zoom jpg bory3 22zoom

Informacja dla turystów. Były teren wojskowy - dobra nawierzchnia asfaltowa, leśna oraz poligonowa twarda.

jpg bory3 23zoom jpg bory3 24zoom jpg bory3 25zoom

Nasze profesjonalne aparaty fotograficzne (brr) zapchały się.

Na koniec statystyki.

Dzień 1-szy:
długość 92.142km
czas całkowity 13:19:07 (godzina, minuta, sekunda)
pauza 3:13:30
na siodełku 10:05:37
średnia 9.13km/h

Dzień 2-gi:
długość 67.327km
czas całkowity 8:07:30
pauza 1:47:41
na siodełku 6:19:49
średnia 10.64km/h

Córka właśnie zaplanowała kolejny wyjazd w Bory Dolnośląskie - już w czerwcu.
Znowu ten piach - super!
Nie będę już zanudzał kolejnym pisaniem.

góra

www.rower.jgora.pl © www.kojkoj.pl 2005
Windows: IE 8, Opera 10, Mozilla Firefox. Linux: Opera, Mozilla, Konqueror
1024x768 XHTML, CSS

Valid XHTML 1.0 Transitional Poprawny CSS!